Blog J.B.

Archiwum: 'wycieczki' Kategorie

Wielka Majówka…

Autor: admin o 11. maja 2010

Dla wielu „Wielka Majówka” była czasem wykorzystanym aktywnie i urokliwie (na poznawaniu ciekawych zakątków bliższej lub dalszej okolicy). W moim przypadku była ona oczywiście bardzo aktywna, ale jednocześnie raczej stacjonarna i zmotoryzowana (wyjazd na Jasną Górę, nawiedzenie dekanatu przez figurę św. Jana Marii Vianney’a i odpust w Radogoszczy). Nawet rower musiał odpocząć. Majowe zaległości postanowiłem więc nadrobić podczas kolejnego pobytu w Jeleniej Górze (10.05). Zamierzenia były ambitne – Równia albo nawet Śnieżka, wykonanie: z pozoru mizerniejsze, ale…

Fakt, dzisiejsza pogoda nie nastrajała nadziejnie. Silne zachmurzenie, co chwila siąpanie deszczu – to kazało się zastanowić nad ryzykiem podjęcia dłuższej wędrówki w takich warunkach.

Ale od czego są znajomi. Jadąc do Karpacza wstąpiłem do gościnnego Urzędu Gminy w Podgórzynie (na terenie której znajduje się szkoła w Ściegnach, będąca wieloletnią bazą wyjazdów zimowiskowych), gdzie pani Danusia (kolejna znajomość z czasów wikariatu) zaproponowała (po wcześniejszym szoku z racji mojej nieznajomości tej części regionu) zwiedzenie innej części Kotliny Jeleniogórskiej – może nie tak ambitnej wysokościowo, ale za to dla mnie zupełnie „dziewiczej”, nieznanej.

  • Przesieka.jpg Twórca dzisiejszej wędrówki – pani Danusia
  • Przesieka.jpg
  • Przesieka.jpg
  • Przesieka.jpg
  • Przesieka.jpg
  • Przesieka.jpg No, to czas zacząć zwiedzać Przesiekę
  • Przesieka.jpg
  • Przesieka.jpg
  • Przesieka.jpg

Kierując się wskazówkami (i załączoną „ściągą” – za którą gorąco dziękuję) skierowałem się więc w stronę Przesieki [1]. Początkowo przejazd nie zapowiadał atrakcji, które dane mi było przeżyć – ot, kolejna wioska, z wąską i nieco dziurawą szosą. Ale już w połowie drogi zacząłem mieć „problemy” z utrzymaniem się na pasie (bo ja tu trzymać kierunek, kiedy widoczki aż zatykają dech?). Wytrzymałem do wysokości Starego Młyna. Tam spasowałem i – znajdując niezłe miejsce parkingowe – postanowiłem poszperać za ciekawymi foto-tematami. Sam Stary Młyn nie był może specjalnie atrakcyjny, za to otaczająca przyroda – a i owszem (do tego z zachodu napłynęły burzowe chmury, które podkreśliły kontrasty budzącej się przyrody).

Mając na względzie planowany jeszcze w tym roku szkolnym wypad ze Scholą uznałem to miejsce za warte chwilowego postoju, ale… nie dające okazji „treningu kondycyjnego”. Po krótkiej sesji ruszyłem więc dalej – w stronę głównej atrakcji Przesieki – Wodospadu Podgórnej [2].

  • Przesieka.jpgTu już nie dałem rady…
  • Przesieka.jpg… zrobiłem sobie postój i pierwszą fotosesję
  • Przesieka.jpgW drodze do Starego Młyna
  • Przesieka.jpgNa zdjęciach może tak tego nie widać…
  • Przesieka.jpg…ale świeża zieleń na tle burzowego nieba bardzo rzucała się w oczy
  • Przesieka.jpg
  • Przesieka.jpg
  • Przesieka.jpg
  • Przesieka.jpg
  • Przesieka.jpg
  • Przesieka.jpgFotosafari
  • Przesieka.jpg
  • Przesieka.jpg
  • Przesieka.jpgPiękno + cisza
  • Przesieka.jpg… i słychać tylko strumyk
  • Przesieka.jpg
  • Przesieka.jpg
  • Przesieka.jpgTablica poświęcona Adolfowi Dresslerowi
  • Przesieka.jpg
  • Przesieka.jpg
  • Przesieka.jpg
  • Przesieka.jpgNo, stojąc pod tą skałą serducho trochę dygotało
  • Przesieka.jpg
  • Przesieka.jpg
  • Przesieka.jpg

Tu rzeczywiście mnie „zatkało” – cisza, szum potoku i (mimo burzowego półmroku) piękne górskie widoczki. Tak, to miejsce nadawało się, aby rozpocząć dzisiejszą foto-wędrówkę (i planowany wypad ze Scholą). Najpierw przeszedłem ścieżką wzdłuż skał, natrafiając na tablicę dedykowaną Adolfowi Dresslerowi [3]. Później dowiedziałem się, że uwieczniał piękno Karkonoszy na płótnie (no to pod pewnym względem „bratnia dusza” dla mnie – tylko, że ja wolę foto).

Zaliczywszy ten kierunek skierowałem się w stronę Wodospadu Podgórnej. Danusia obiecując piękne wrażenia na drodze do niego prowadzącej nie przesadziła. Rzeczywiście, było pięknie. Trasa spokojna (to dla uspokojenia moich Scholistek), a widoki rewelacyjne (Magda! Szykuj aparat). Mimo, że pogoda umniejszyła trochę atrakcyjności widoków, Wodospad zrobił na mnie wrażenie. Mimo, że niewielki prezentował się bardzo „artystycznie”. To oczywiście musiało doprowadzić do jednego – do mega-foto-sesji. Kiedy już aparat zaczął marudzić, że „ma dosyć”, zacząłem drogę powrotną (choć nie ukrywam, że kusiło mnie, aby spróbować jeszcze drogi wyżej – ale to może następnym razem).

  • Przesieka.jpgCzas zobaczyć największą atrakcję tego rejonu
  • Przesieka.jpg
  • Przesieka.jpg
  • Przesieka.jpg
  • Przesieka.jpg
  • Przesieka.jpg
  • Przesieka.jpg
  • Przesieka.jpgNo, po tym mostku to ja bym się obawiał chodzić
  • Przesieka.jpg
  • Przesieka.jpg
  • Przesieka.jpg
  • Przesieka.jpg
  • Przesieka.jpgWodospad
  • Przesieka.jpg
  • Przesieka.jpg
  • Przesieka.jpg
  • Przesieka.jpg
  • Przesieka.jpgTam już nie dojechałem, a i powrót prowadził do palpitacji

Jako że przy szosie znajdował się także drogowskaz kierując w stronę Kaskady Myji, postanowiłem tam podjechać – i tu szok… nie polecam. Zajechawszy sporo pod górkę trafiłem na kończący asfalt Dom Wczasowy. Problemem był zakaz wstępu (teren prywatny), a żeby zawrócić trzeba było trochę pomanewrować na wąskiej, jednopasmowej drodze, z dosyć głębokimi rowami po bokach (powiem tak – w tym momencie nie potrzebowałem kofeinowego wsparcia).

Wracając (bardzo powoli, co budziło jakieś podejrzenia u tubylców) przystanąłem jeszcze w trzech miejscach: przy Kamieniu Walońskim [4], Dziurawej Skale (no, tu to trochę naruszyłem przepisy – ale nie dało się inaczej) [5] i „Złotym Widoku” [6].

W moich planach na dzień dzisiejszy zostało jeszcze trochę czasu – postanowiłem więc odwiedzić jeszcze jeden urokliwy zakątek, Borowice (kiedyś, „za młodu”, uczestniczyłem tu w koncercie „Gitarą i węglem”) [7 – na stronie www.borowice.pl można także znaleźć ciekawie opisaną historię miejscowości]. Nie było go (czasu) jednak na tyle, żeby spokojnie połazić – tak więc ta część trasy była bardziej zmotoryzowana. Podziwiając widoczki (i unikając licznych dziur w asfalcie) dojechałem w końcu do kolejnego „asfaltowego finiszu” (dosłownie). Dopiero później doczytałem, że przejechany odcinek to jedyny polski fragment oddanej do użytku Drogi Sudeckiej (budowanej podczas wojny) [8]. Tej ostatniej informacji dowiedziałem się podczas postoju przy miejscowym cmentarzu ofiar obozu jenieckiego [8] – miejscu wyciszonym i dającym okazję do krótkiej refleksji.

  • Przesieka.jpgDziurawa Skała
  • Przesieka.jpgŻeby ją uwiecznić musiałem nieco “nagiąć” prawo… drogowe
  • Przesieka.jpg
  • Przesieka.jpgKolejnym etapem dzisiejszego zwiedzania były Borowice
  • Przesieka.jpgWracając z Drogi Sudeckiej zatrzymałem się przy cmentarzu jeńców wojennych
  • Przesieka.jpgTu słowa są zbyteczne – najlepsza jest cisza…
  • Przesieka.jpg… i modlitwa
  • Przesieka.jpg
  • Przesieka.jpg
  • Przesieka.jpg
  • Przesieka.jpg
  • Przesieka.jpg
  • Przesieka.jpg

I tak to właśnie dzisiaj było – Danusi zawdzięczam okazję fajnie przeżytego popołudnia (i za to gorąco dziękuję). Znajomym polecam gorąco opisaną trasę – nie jest specjalnie wysiłkowa, a daje wiele satysfakcji i wrażeń. Zanim ktoś czytający zerknie niżej, mała uwaga – nie czynię tego zbyt często, ale postanowiłem wzbogacić opis o wiedzę z miejscowych serwerów. Zachęcam do ich odwiedzenia – zawierają wiele ciekawych informacji. A najwytrwalszym gratuluję „kondycji czytania” i serdecznie pozdrawiam. I jeszcze jedno – SERDECZNIE POZDRAWIAM PANIE Z URZĘDU W PODGÓRZYNIE I DZIĘKUJĘ ZA GOŚCINNOŚĆ.

[1] Przesieka

Wyżej zlokalizowana wieś na Pogórzu Karkonoszy przez którą przepływają potoki: Czerwień i Podgórna.

Ze wzmianek z 1387 roku wynika, że mieszkańcy trudnili się wyrębem lasu, wyrobem węgla drzewnego.

W XIX wieku wieś zaczęła nabierać charakteru wczasowiska i punktu wypadowego na Przełęcz Karkonoską.

Po II wojnie światowej w posiadłości hitlerowskiego konesera sztuki odnaleziono zrabowane obrazy Jana Matejki, stąd początkowa nazwa wsi: Matejkowice.

Obecnie należy do gminy Podgórzyn. Dzięki swojemu pięknemu położeniu – jest jednym z najchętniej odwiedzanych letnisk Karkonoszy. O atrakcyjności turystycznej Przesieki stanowi również bliskość wielu znanych punktów w Karkonoszach. (Zamek Chojnik – 1 godzina piechotą, Karpacz – świątynia Wang – 1,5 godziny, Przełęcz Karkonoska (piesze przejście graniczne z Czechami.) – 2 godziny, Śnieżne Kotły – 3 godziny). Także mikroklimat Przesieki, czyste, górskie powietrze, smaczną wodę w kranach (to informacja głównie dla mieszkańców dużych miast), zaliczyć można niewątpliwie do elementów wpływających na atrakcyjność miejscowości.

W okolicach znajduje się wiele godnych uwagi obiektów przyrodniczych, np. Wodospad Podgórnej.

SZLAKI:

• czarny do Sosnówki

• żółty do Jagniątkowa i Borowic,

• niebieski na Przełęcz Karkonoską

• zielony do Zachełmia

Atrakcje

Dziurawa Skała, Przesieka, Wodospad Podgórnej, Stary Młyn. {http://www.e-karkonosze.pl/; http://www.przesieka.pl/}

[2] Główną atrakcją Przesieki jest Wodospad Podgórnej (547m.n.p.m.). Wodospad ten przebija się przez skalny wąwóz i ma potrójny spad wody o wysokości dziesięciu metrów. Jest on punktem węzłowym dla podgórskich szlaków turystycznych. Pod wodospadem jest mostek, z którego rozpościera się najpiękniejszy widok na wodną kipiel. W lecie kąpie się tu sporo śmiałków. Najbardziej odporni na niskie temperatury miłośnicy przesieckiego wodospadu pluskają się pod nim nawet w środku zimy! http://www.przesieka.pl/

[3] Adolf Dressler (ur. w 1833 we Wrocławiu, zm. w 1881 tamże) – niemiecki malarz, pejzażysta, czynny na Dolnym Śląsku. Jego nauczycielami malarstwa byli w okresie 1849 – 1863 wrocławscy malarze J.H. König, Ernst Resch oraz J. Becker we Frankfurcie n/Menem. Od 1867 często malował pejzaże Karkonoszy i okolic, które wkrótce stały się jego głównym tematem. W karkonoskiej Przesiece, na jednej ze skałek, znajduje się pamiątkowa płyta z napisem „Adolfowi Dresslerowi 1833-1881 Malarzowi Przesieki”, na miejscu oryginalnej tablicy niemieckiej z inskrypcją o podobnej treści.

Był autorem wielkiej (20 na 7 m) Panoramy Karkonoszy (1880-81) eksponowanej we Wrocławiu, a później do 1945 w karkonoskim schronisku turystycznym Prinz-Heinrich-Baude, gdzie spłonęła w 1946 wraz ze schroniskiem. W Muzeum Okręgowym w Jeleniej Górze znajduje się oryginalny projekt tej panoramy wielkości 321 x 109 cm. {http://pl.wikipedia.org/}

[4] Inną atrakcją przyrodniczą Przesieki jest Waloński Kamień, zwany też Chybotkiem. Zespół skał znajdujący się pomiędzy remizą strażacką, a barem Pod Lipami. Na jednej ze skał wyraźnie widoczne jest wgłębienie w kształcie ludzkiej postaci. Według Ericha von Dänikena jest to pozostałość po działaniu… kosmitów. Najprawdopodobniej są to dwa kociołki wietrzeniowe, które po przewróceniu się skały znalazły się na jej boku. Zabytkiem z okresu średniowiecza są, pozostawione przez Walończyków (pochodzących z zachodniej Europy poszukiwaczy złota i szlachetnych kamieni), znaki krzyża i ludzkiej dłoni (we wnęce). Kilka metrów na zachód od Walońskiego Kamienia znajduje się duży bok skalny (ok. 7 ton). Jest tak doskonale zrównoważony, że daje się wprowadzić w lekki ruch.

Informacje pochodzą z: Tadeusz Steć „Sudety Zachodnie” („Sport i Turystyka”, wyd. II, Warszawa 1965) http://www.przesieka.pl/

[5] Najnowszą atrakcją przyrodniczą jest Dziurawa Skała, ponad 20 metrowa grupa skalna obok wirażu górskiej szosy przy wjeździe do Przesieki. Jej nazwa pochodzi od przelotowej jaskini widocznej w górnej części skały. Poniżej płynie potok Podgórnej, nad którym siedzi wyrzeźbiony z drewna dobry duch Dziurawej Skały… a może to sam Liczyrzepa? Grupa skalna jest nocą podświetlana.

Przed II wojną światową skała była popularną atrakcją, zaznaczoną na mapach turystycznych. W późniejszym okresie przysłoniły ją świerki. Ponowne „odsłonięcie dziury w skale” nastąpiło 30 października 2008r. podczas pierwszej edycji Pikniku ze Sztuką przy Dziurawej Skale. {http://www.przesieka.pl/}

[6] Przesieka słynie z pięknych widoków. Nie jest przypadkiem, że często są tu organizowane plenery malarskie i fotograficzne. Z takich punktów widokowych, jak np. „Złoty Widok” można podziwiać panoramę Karkonoszy oraz Kotlinę Jeleniogórską. http://www.przesieka.pl/

[7] Borowice (po niemiecku Baberhäuser, po czesku Borovice) to podgórska, wczasowa wieś w najwyższym paśmie Sudetów – Karkonoszach, w Dolinie Pięciu Potoków. Ukryte pośród świerkowych lasów regla dolnego wczasowisko z porozrzucanymi na rozległej polanie pojedynczymi budynkami stanowi znakomite miejsce do odpoczynku z dala od wielkomiejskiego gwaru. Niewielka stosunkowo ilość domów wczasowych tworzy dość dobrą bazę noclegowo-gastronomiczną. Rozczłonkowanie zabudowy zapewnia spokój, ciszę i kameralność nawet podczas sezonu urlopowego – walory już niewystępujące w dużych wczasowiskach takich, jak Karpacz lub Szklarska Poręba. Doskonały teren do długich spacerów i jazdy na rowerze po leśnych drogach latem, a także do zjeżdżania i biegania na nartach zimą. Charakterystyczną pamiątką lat przedwojennych są na łąkach Borowic kamienne murki oddzielające dawne poletka miejscowych gospodarzy.

Dla turystów spragnionych piękna i spokoju Borowice to idealne miejsce na dłuższy pobyt w Karkonoszach. Ciszę zakłóca tu jedynie szum potoków i świergot ptaków. Położone niedaleko Karpacza są zaciszne, zielone i wyjątkowo ładne. Śpiesz się jednak, by zaznać uroku Borowic, bo po chwili zapomnienia z końcem lat osiemdziesiątych, obecnie znowu są odkrywane.

Według przewodnika z 1938 roku pobyt w Borowicach był zalecany przy leczeniu następujących stanów chorobowych: zaburzenia nerwowe, stany wyczerpania i wycieńczenia, wątła budowa fizyczna, zaburzenia organów oddechowych (poza gruźlicą), rekonwalescencja. Dostępne środki lecznicze i wskazówki kuracyjne: leczenie klimatyczne, leżakowaniem, świeżym powietrzem i słońcem, wędrówki, diety oraz sporty zimowe. {http://www.borowice.pl/}

[8] Droga Sudecka

Pod koniec lat trzydziestych rozpoczęto budowę Drogi Sudeckiej (niem.: Spindlerpaßstraße) od Borowic w kierunku Przełęczy Karkonoskiej (tam, gdzie znajdują się schroniska: polskie Odrodzenie i czeska Špindlerova bouda). Prace zlecono legnickiej firmie H. Plüschke. Pobudowano odpowiednie zabudowania dla robotników niedaleko od Borowic, w kierunku Przesieki. W czasie drugiej wojny światowej zabudowania przekształcono w obóz jeniecki, którego więźniowie w nieludzkich warunkach budowali Drogę Sudecką. Już w październiku 1939 roku przywieziono tam pierwszą grupę polskich robotników, którym zlecono budowanie baraków dla mieszkańców przyszłego stalagu.

Na ten cel przeznaczono obszar około dwóch hektarów, położony około 1,5 kilometra od Borowic oraz 1,5 kilometra od Przesieki, przy Drodze Sudeckiej, na wysokości 632 m n.p.m., dobrze ukryty w lesie, niewzbudzający podejrzeń do tego stopnia, że ówcześni mieszkańcy Borowic nie mieli o tym najmniejszego pojęcia.

20 kwietnia 1940 roku, przybył do Jeleniej Góry transport 2000 Polaków ze Śląska, wywiezionych z Sosnowca, Będzina i Olkusza do prac przymusowych. Część z nich w liczbie około 100 osób osadzono w Borowicach z przeznaczeniem do prac ziemnych przy budowie drogi w pobliżu obozu oraz zatrudniono w świeżo zbudowanych warsztatach rzemieślniczych.

Ich praca była bardzo ciężka. Kruszyli kilofami w kamieniołomach skały na tłuczeń do budowy drogi głównej. Cywilny obóz pracy zlikwidowano w roku 1943 i wtedy robotników polskich wywieziono na roboty do III Rzeszy, a na ich miejsce sprowadzono jeńców wojennych narodowości polskiej, francuskiej, belgijskiej i sowieckiej, ze Stalagu Nr 308 w Świętoszowie. Przeciętny stan w Arbeitskommando Nr 374 wynosił dziennie około 700 mężczyzn, w tym około 300 Francuzów.

Teren obozu był dobrze strzeżony. Ogrodzony kolczastym drutem, z czterema wieżyczkami wartowniczymi. Jeńców wojennych ulokowano w kilkunastu drewnianych barakach.

Obóz znajdował się poniżej Drogi Sudeckiej, idąc od strony Borowic po prawej stronie. Teren ten znajduje się na zachód od ujęcia wody w pobliżu rzeki Myja, w trójkącie: Droga Sudecka, Myja, leśna droga. W terenie oprócz fundamentów budynków murowanych – kuchni, można rozpoznać spłaszczenia po barakach oraz wyłożone kamieniami ścieżki, a także dwa dziwne obiekty – wyłożone kamieniami okrągłe jakby zbiorniki lub cysterny. Lokalizację potwierdza zdjęcie, na którym obóz został sfotografowany z góry, prawdopodobnie z gotowego już nasypu Drogi Sudeckiej, a w tle widać charakterystyczną przesiekę na szczycie wzgórza Czoło.

Niemcy mieli zamiar połączyć Sudety z Kotliną Jeleniogórską oraz Izerami. Swoich planów nie zdążyli jednak urzeczywistnić. Przy marnym wyżywieniu, od ciężkiej pracy ponad siły i z zimna, ludzie marli z wycieńczenia i chorób. Epidemia tyfusu plamistego dziesiątkowała ludzi. 40 jeńców pochowano we wspólnej mogile nieopodal obozu. Na ich miejsce sprowadzono nowy transport jeńców radzieckich z podobnego obozu w Wojcieszycach.

Roboty budowlane nadal prowadziła firma z Legnicy, a nadzór nad robotnikami sprawowali oficerowie z SS, którzy na przełomie lat 1944 – 45 na skutek przybliżania się frontu, doprowadzili do likwidacji obozu; pozostałych przy życiu jeńców, którzy szczęśliwie przetrwali głód, bicie i maltretowanie – rozstrzelano. Pochowano ich w masowych grobach bez oznaczeń na leśnym cmentarzysku po drugiej stronie drogi. Około 70 osób przeniesiono w 1945 roku do Przesieki, a ich los pozostaje nieznany. Baraki rozebrano i spalono tak, że pozostały tylko kamienie wskazujące miejsca gdzie były usytuowane.

Zmarłych ekshumowano w 1956 i 1970 roku. Z relacji naocznych świadków ekshumacji zwłok, która miała miejsce w dniach 17-27 października 1970 roku wiadomo, że pogrzebani byli żołnierzami. Świadczą o tym znalezione przy nich przedmioty: guziki wojskowych mundurów i 2 identyfikatory z napisami Stalag 308 27.600 i Stalag 308 07.387. Ogółem na cmentarzu w Borowicach znajduje się 38 bezimiennych mogił i jeden duży zbiorowy grób. Obudowane są cementowymi krawężnikami. Na grobach widnieją drewniane krzyże. Tablica pamiątkowa wmurowana w granitowy głaz i metalowy znicz informują turystów o charakterze tego miejsca.

Napisany w wycieczki | 3 komentarze »

Znowu górki… po dłuższej przerwie

Autor: admin o 27. kwietnia 2010

Czas „przesileń” to podobno totalne szaleństwo – nie da się ukryć… coś w tym jest… przynajmniej w moim przypadku. Wczorajszy wypad do Jeleniej Góry (26.04.2010 roku) miał być miłą wizytą na „starych kątach”, tymczasem stał się… równie miłym, ale bardziej aktywnym spędzeniem kilku godzin… w górach. Wyszło na to, że po niedzielnym treningu „mięśni łańcuchowych” (vel „rowerowych”) przyszedł czas na rozgrzewkę „mięśni górskiego buta”.

  • Karpacz.jpg
  • Karpacz.jpg
  • Karpacz.jpg
  • Karpacz.jpg
  • Karpacz.jpg

Z pewnością motywację wzmocniła piękna pogoda i aparat, „wołający do mnie”: użyj mnie!!! Nie mogłem się oprzeć – stąd też trasa miała charakter spacerowo-fotosesyjny. Wybrałem szlak żółty, który rozpocząłem nad gościnnym Domem Wczasowym „Wodomierzanka” (miejsce „górskiej kaźni” uczestników zimowiska). Novum wędrowania było poszerzenie pola obserwacji – trzeba było obserwować nie tylko podłoże (hasło: kamyki), ale także otoczenie (aby znaleźć i uchwycić obiektywem coś nieszablonowego). Jak zwykle (co będzie widocznie w załączonym fotoserwisie) fascynacja foto objęła także samą Łomniczką – sporo fotek powstało właśnie tam.

  • Karkonosze.jpg
  • Karkonosze.jpg
  • Karkonosze.jpg
  • Karkonosze.jpg
  • Karkonosze.jpg
  • Karkonosze.jpg
  • Karkonosze.jpg
  • Karkonosze.jpg
  • Karkonosze.jpg
  • Karkonosze.jpg
  • Karkonosze.jpg
  • Karkonosze.jpg
  • Karkonosze.jpg
  • Karkonosze.jpg
  • Karkonosze.jpg
  • Karkonosze.jpg
  • Karkonosze.jpg
  • Karkonosze.jpg
  • Karkonosze.jpg
  • Karkonosze.jpg
  • Karkonosze.jpg
  • Karkonosze.jpg
  • Karkonosze.jpg
  • Karkonosze.jpg
  • Karkonosze.jpg
  • Karkonosze.jpg
  • Karkonosze.jpg
  • Karkonosze.jpg
  • Karkonosze.jpg
  • Karkonosze.jpg
  • Karkonosze.jpg
  • Karkonosze.jpg
  • Karkonosze.jpg

Przewędrowałem gdzieś około 2 godzin – tym razem liczę w godzinach, bo było kilka większych postojów (wymuszonych widoczkami). Nie wiem, czy się spodobają czytelnikom. Ja jednak bardzo gorąco polecam ten szlak (tak w lecie, jak i w zimie) – gwarantuje pewien wysiłek, piękne widoczki, relaksującą ciszę z odgłosami przyrody i… czasem spotkanie z „gościnnym Husky” (tak było przy mostku – i sam nie wiem, kto miał wyższe ciśnienie… ja czy jego właściciele).

  • Karkonosze.jpg
  • Karkonosze.jpg
  • Karkonosze.jpg
  • Karkonosze.jpg
  • Karkonosze.jpg
  • Karkonosze.jpg
  • Karkonosze.jpg
  • Karkonosze.jpg
  • Karkonosze.jpg
  • Karkonosze.jpg
  • Karkonosze.jpg
  • Karkonosze.jpg
  • Karkonosze.jpg
  • Karkonosze.jpg
  • Karkonosze.jpg
  • Karkonosze.jpg
  • Karkonosze.jpg
  • Karkonosze.jpg
  • Karkonosze.jpg
  • Karkonosze.jpg
  • Karkonosze.jpg
  • Karkonosze.jpg
  • Karkonosze.jpg
  • Karkonosze.jpg
  • Karkonosze.jpg
  • Karkonosze.jpg

[Na boku – chodzi o szlak, na który można wejść tuż obok Komendy Policji. Tam także można zaparkować. Szlak dochodzi do Schroniska nad Łomniczką. Naprawdę warto!!!]

Napisany w wycieczki | 2 komentarze »

Sezon rowerowy 2010 rozpoczęty!!!

Autor: admin o 25. kwietnia 2010

Trochę czasu minęło od ostatniego wpisu na mojej stronce – nie znaczy, że o niej zapomniałem. Po prostu – wydarzenia minionego czasu umieszczałem na stronie parafialnej i szkolnej – stąd cisza. No, ale przyszedł czas na aktualizację – więc zapraszam…

Zima – choć nie ustaje w „nocnych przypomnieniach” o sobie, odchodzi już w niepamięć. Czas nie tylko odłożyć kozaczki; czas także rozpocząć „pracę od podstaw” nad poprawą kondycyjną. Dzisiaj (25.04) postanowiłem rozpocząć sezon rowerowy A.D.2010. Dzięki „ogłoszeniu” na mszy o 10:00 inauguracja odbyła się w niewielkim gronie: Ania i Kasia, Magda i Joasia oraz Michał i Bartek (no i ja).
Plany były skromne – „krótka” trasa rekreacyjna do Leśnej i z powrotem. Niestety – jak zwykle – poniosło mnie. W Leśnej tylko na chwilę zatrzymaliśmy się, aby „uzupełnić elektrolity” (że o lodach nie wspomnę). Potem ruszyliśmy dalej – w stronę zamku w Świeciu. To tutaj po raz pierwszy padły słowa osła ze „Shreka”: „Daleko jeszcze?”. No, ale odpowiedzi były na tyle zawoalowane, że nie zniechęciły trzech osób (Ani, Kasi, Michała), które – wraz ze mną – dojechały do samego zamku (było to o tyle „zabawne”, że pozostała trójka „spasowała” jakieś 150 metrów przed nim). Odbyła się oczywiście mini-sesja foto i przyszedł czas na powrót.

zdjecie0003zdjecie0000

Był o tyle luźniejszy, że „każdy ruch pedała przybliżał do domciu” i do tego spory kawałek szlaku wiódł „z górki”. Trudności zaczęły się w Kościelniku, gdzie dały o sobie znać „kondycyjne problemy pozimowe” – ludzi i sprzętu. No, ale nic to… byle do przodu. Po prawie 3 godzinach dojechaliśmy (i dotoczyliśmy się – niektórzy) do Lubania,
Wyjazd był fajną imprezą, dającą okazję przewietrzyć „moje stare kości”. Wyszło na to, że nie jest jeszcze ze mną tak najgorzej, choć nie będę ukrywał… w chwili pisania tych słów „dogorywam” (ale i tak we wtorek chcę trasę powtórzyć). Serdecznie dziękuję towarzyszącej mi Młodzieży i gratuluję kondycji i wytrwałości. Mam nadzieję, że padające pod koniec trasy „nigdy więcej” to tylko efekt działania słońca – ja w każdym razie serdecznie Was zapraszam na kolejne wypady (to kieruję także w stronę kochającej rowery Pani Beaty).

245px-swieciejs2

Zamek w Świeciu

zamek na bazaltowym wzgórzu powyżej wsi Świecie powstał prawdopodobnie w XIV w. wybudowany przez księcia świdnicko-jaworskiego Bernarda jako zamek chroniący szlak z Łużyc do Lubania i Jeleniej Góry. Był jedną z warowni tzw. Okręgu Kwisy. W skład zamku wchodziły: kamienna wieża mieszkalna o nieregularnym kształcie, kaplica, gotycki dziedziniec i późniejszy XVII w. pałac. Całość umocniona była obwodowym murem obronnym i fosą. Utracił znaczenie militarne po włączeniu Śląska do Czech. Kilkakrotnie przebudowany (m.in. w XVI w. po pożarze i XVIII w.). W roku 1760 został opuszczony, spłonął w 1827 r. i do dziś pozostaje w ruinie.

Napisany w wycieczki | 1 Komentarz »

POWIAŁO GROZĄ… (08.03.2010 r.)

Autor: admin o 8. marca 2010

Myślę, że za wyjątkiem „zimo-maniaków” wszyscy mają już dosyć „śnieżnych tematów”. Dlatego właśnie tę relację zatytułowałem w taki niecodzienny sposób. Dzisiaj bowiem wybrałem się w rejon Szklarskiej Poręby i trafiłem w scenerię… grudniowo-styczniową. Jeśli więc są wśród zalogowanych osoby o rozregulowanych zimą nerwach, to lepiej w tym momencie wejść na jakiś serwer „tropikalny”. Ale po kolei…
Dzisiaj (po tygodniu przerwy) przyszedł czas na odwiedziny Jeleniej Góry. Nie da się ukryć, że ruszałem w tamtą trasę w minorowym nastroju – moment „zwleczenia zwłok z pościeli” połączony bowiem został z „szokiem” na widok śnieżycy za oknami. Kocham zimę, ale tak sobie pomyślałem: „Nieeeeeeeeeee! To już przegięcie!!!”. No, ale pal sześć warunki – jechać trzeba.
W sumie trasa okazała się zupełnie przyzwoita; pomijając minusową temperaturę można było „wygodniej wesprzeć się na pedale gazu”, osiągając prędkość połowy „szybkości dźwięku”.
W Jeleniej w sumie było pięknie – słoneczko pokazało się w pięknej krasie, podkreślając śliczne widoczki Karkonoszy (patrz załączone fotki). Do tego się spotkać z wieloletnią znajomą, Dorotą. To było coś – znaleźć się znów w murach szkoły, w której uczyło się tych naście lat temu – i te wspomnienia o „latających kluczach” i „wyścigach z czasem” [taaaaaaaaaaaaaak… powiało chyba nostalgią]. W szkole trafiłem akurat na akademię dla miejscowych Pań (z okazji ich Święta) – tu wielkie gratulacje dla Młodzieży, a jeszcze większe dla artystycznych walorów Grona Pedagogicznego [z Panem Dyrektorem na czele – „Nie dokazuj” było rewelacją]. Tak więc wizytę w Mysłakowicach kończyłem w super nastroju.
I pewnie dlatego postanowiłem wracać do siebie inną niż zazwyczaj trasą – przez Szklarską Porębę i Mirsk.

  • Mysłakowice.jpgSpotkanie ze “starymi” znajomymi…
  • Mysłakowice.jpgWicedyrektor Zespołu Szkół w Mysłakowicach…
  • Mysłakowice.jpgDorota Bojanowska
  • Mysłakowice.jpgKarkonosze widziane z Mysłakowic
  • Mysłakowice.jpg
  • Mysłakowice.jpg
  • Mysłakowice.jpg
  • Mysłakowice.jpg

Już dojazd do Szklarskiej stał się okazją do zachwytu nad pięknem gór i ćwiczenia w sprawności manualnej rąk (żeby uniknąć tych dziur trzeba było nie tylko zwolnić, ale jeździć ósemkami). Jedno i drugie wyszło stosunkowo dobrze – piękno podziewałem, jak była prosta (bez dziur), zaś „pułapki drogowe” udało się ominąć w jakichś 80%. Te 20% zaliczonych zostało przy bardzo powolnej jeździe (tak koło sześćdziesiątki). Samochód to wytrzymał, więc w dobrym nastroju dojechałem do Zakrętu Śmierci.
Tu trochę mnie przytkało – zamiast pięknej czerni asfaltu ujrzałem… nieeeeeeeeeeeee!!!!!!!!!!!!!… śnieżnobiałą zlodowaciałą taflę jezdni. Z jednej strony jechało się zabawnie – szczególnie kiedy podczas mijania się z kimś z naprzeciwka samochód huśtał się na muldach; z drugiej – powstała okazja uwiecznienia ostatnich akcentów tegorocznej zimy (przynajmniej taką mam nadzieję – że ona już się kończy). Widoki były fantastyczne – ponad metrowa warstwa śniegu, odbijające się w lodo-śniegu promienie słońca, spadające z drzew „śnieżynki” i… cisza (pomijając oczywiście mój odtwarzacz). Myślę, że gdyby poganiał mnie czas, trasa byłaby niebezpieczna, ale dzisiaj wyjątkowo mogłem sobie pozwolić na luz czasowy – więc po prostu była ciekawa.
Przed Mirskiem zatrzymałem się na chwilę przy zakolu potoku, gdzie można trafić na ciekawe widoczki (2 lata temu tam właśnie w środku maja trafiłem za zaspę śnieżną). Nie było może rewelacji, choć z drugiej strony dało się uwiecznić nieskażoną biel „pocałunku zimy” (ale umówmy się, to już ostatni – OK?).
Jako, że planowałem krótkie odwiedziny w Bogatyni, za Mirskiem skręciłem na Nove Mesto – i po wjeździe na trasę zacząłem się zastanawiać, jak to jest, że tutaj mogą być szosy bez dziur? Kochani drogowcy, może warto pójść na nauki do Czechów…
Powrót był spokojny (mimo szybko spadającej temperatury), więc nie będę się rozpisywał. Reasumując mogę napisać jedno: zimy mam już dosyć, ale tę trasę warto było zrobić – tym bardziej, że dało to okazję protestować nowy sprzęt foto.

  • Zima.jpgDojeżdżam do Zakrętu Śmierci…
  • Zima.jpgMoja “srebrzysta strzała”
  • Zima.jpg
  • Zima.jpg
  • Zima.jpg
  • Zima.jpgTu trzeba uważać z hamulcem
  • Zima.jpg
  • Zima.jpg
  • Zima.jpg
  • Zima.jpg
  • Zima.jpg
  • Zima.jpg
  • Zima.jpg
  • Zima.jpg
  • Zima.jpg
  • Zima.jpg
  • Zima.jpg

Jako, że dzisiaj świętują wszystkie Panie, wszystkim życzę ciepła i serdeczności rozłożonej nie na 24 godziny, ale na 365 dni w roku. Serdecznie pozdrawiam JB

Napisany w wycieczki | 2 komentarze »

RYZYKO SIĘ OPŁACIŁO czyli… WYJAZDOWY JUBILEUSZ

Autor: admin o 16. lutego 2010

zimowisko

W niedzielę, 7 lutego, część kierowców przejeżdżających przez Ściegny przeżywała ciężkie chwile – zasypane śniegiem pobocza uniemożliwiły zaparkowanie autokaru na poboczu i w związku z tym przez 10 minut centralna ściegieńska trasa była zablokowana. Dlaczego?… W tym bowiem dniu dobiegało końca kolejne, piętnaste już (kryształowy jubileusz!!!) zimowisko, którego organizatorem było duszpasterstwo parafii św. Maksymiliana Marii Kolbe w Lubaniu (współorganizatorem była parafia św. Apostołów Piotra i Pawła w Bogatyni).
Każde z tych piętnastu zimowisk było inne. Najliczniejsze (dzieci i młodzież z Węglińca) liczyło 87 osób, najmniejsze – 12 osób. W tym roku, licząca 45 osób, grupa dzieci i młodzieży reprezentowała Lubań, Bogatynię, Porajów, Zarębę, Kościelnik, Wrocław i Zgorzelec. Novum tegorocznego zimowiska była duża ilość uczestniczącej młodzieży gimnazjalnej i ponadgimnazjalnej. To właśnie ona stanowiła element tego „ryzyka, które się opłaciło”.
Podobnie, jak przez minione 12 lat, tak i tym razem bazą wypoczynku była gościnna Szkoła Podstawowa w Ściegnach, której dyrektor, pan Leszek Basiński, jest wielkim przyjacielem najmłodszych. Założenia organizacyjne obejmowały tak aktywny wypoczynek w pięknym rejonie naszej diecezji, jak i stałą formację (jej realizacji służyły codzienne msze św. z homiliami). Z racji zróżnicowania wiekowego, jak i regionalnego, Kadra położyła duży nacisk na realizację zadań integracyjnych – ich realizacji służyły ciekawe gry i zabawy oraz (tu szczególnie wykazała się młodzież) wspólny całodzienny pobyt w Karpaczu.
W tym roku po raz pierwszy od kilku lat dopisała nam pogoda. Nie brakowało śniegu, a temperatury pozwalały na dłuższy pobyt w plenerze. Pozwoliło to nam zrealizować prawie wszystkie zaplanowane konkurencje i imprezy plenerowe („najsympatyczniejsze bałwanisko”, „najdłuższy ślizg”, „zjazd na bele-czym”, „najciekawszy sposób przyjęcia postawy horyzontalnej”, spartakiada zimowiskowa). Ich zwieńczeniem stało się ognisko, przy którym było ciepło nie tylko od płomieni.zim6
Tegoroczny program został dostosowany przez Kadrę do możliwości i potrzeb naszych podopiecznych (z uwzględnieniem wieku). Były więc zajęcia grupowe (plastyczne dla młodszych i sportowe dla starszych), ale także ogólnozimowiskowe (nauka kroku zespołowego „La Bastriglo” i „Smidje”, „Dzień hiszpański”, „Parodia filmu”, „Mam talent”, „Mumia” i „Kubistyczny portret Kadry”). W cykl codziennych zajęć zostały także wplecione wieczorne zabawy, będące jeszcze jedną okazją integracji całości grupy.
Tradycją naszych wyjazdów stały się poranne „spacery” do miejscowej świątyni (udostępnianej przez gościnnego proboszcza, ks. Prałata Stefana Świdronia), będące okazją dawania świadectwa wiary i dziecięcej radości (kilka lat temu jeden z obserwatorów nazwał te codzienne przejścia „rekolekcjami w drodze”). Podczas mszy św. staraliśmy się rozważać (podczas dialogowanych kazań – oj, nie dało się podczas nich przysnąć), jak świadomie uczestniczyć w każdej Eucharystii. Nasi podopieczni podejmowali się prowadzenia liturgii słowa i śpiewu, brali też czynny udział w procesji z darami.
Zimowisko miało też swoje trzy szczególne momenty. Pierwszym była „zemsta szeryfa” czyli całodzienne wyjście do Karpacza – w tym roku wyjątkowo nie skorzystaliśmy z pomocy PKS. Tak więc pieszo przeszliśmy ze Ściegien do Karpacza, tam podeszliśmy do Centrum Pneumonologii i Białego Jaru, stamtąd zejście do komisariatu Policji (nie żeby ktoś potrzebował pomocy) i stąd żółtym szlakiem „sadystyczne” podejście do DW „Wodomierzanka”, gdzie czekał na nas pyszny obiad. Po 40-minutowym odpoczynku powtórzyliśmy częściowo trasę, wracając do centrum Karpacza, skąd – zmęczeni, ale zadowoleni z siebie wróciliśmy do Ściegien (z tym zmęczeniem było różnie, bo paradoksalnie – najbardziej zmęczona była młodzież – nie z racji niedomagań fizycznych, ale z tytułu stałej pomocy najmłodszym: od pchania i podciągania, przez noszenie na ramionach. Podczas tej trasy można było zrozumieć, dlaczego przesłaniem zimowiska stały się słowa Bruno Ferrero: „Wszyscy jesteśmy aniołami z jednym skrzydłem. Możemy latać tylko wtedy, gdy obejmiemy drugiego człowieka”. To dlatego w tytule zostały umieszczone słowa o „opłacalności ryzyka”).
zim5Drugim momentem wartym podkreślenia był „Dzień Dobrodzieja”, w którym naszą modlitwą i prezentacjami staraliśmy się wyrazić naszą wdzięczność tym, którzy okazali nam serce i zrozumienie. Podczas mszy św. usłyszeliśmy po raz pierwszy, jak wiele osób i instytucji wzięło udział w organizacji naszego 8-dniowego wypoczynku (szok!!!). Po mszy św. sprawowanej przez ks. Janusza zaproszeni Goście przeszli z nami do szkoły, gdzie przedstawiliśmy to, czego udało nam się nauczyć (i polubić) – grupowe układy taneczne, których ukoronowaniem stały się odtańczone razem z Gośćmi „Kaczuchy”. Zakończeniem tego dnia stała się prezentacja naszych plakatów-wizytówek grup i ich hymnów przed dostojnym jury (w tym roku jego przewodniczącym został Prezes lubańskiego PSS Społem) oraz wspólnie spożyty obiad (no, może tym razem było trochę ciszej niż zwykle… ale tylko trochę).
Wreszcie trzeci moment – też sobotni. Kadra przygotowała spotkanie „Pożegnalny płomień przyjaźni” będący okazją podzielenia się (przy świetle świec) tym wszystkim, co było dla nas ważne i ciekawe podczas trwania zimowiska. Było ciepło i momentami wzruszająco.
zim2 Kolejne, „Kryształowe” zimowisko jest już historią. Dzięki wielkiej ofiarności Kadry oraz pomocy instytucji i osób prywatnych (a także dzięki zaufaniu Rodziców, którzy powierzyli nam swoje pociechy) udało się po raz kolejny przeżyć czas, w którym staliśmy się dla siebie bliscy i doświadczyliśmy wiele serdeczności. Harmonijne połączenie formacji, zabawy i wypoczynku dało okazję przeżycia 8 fajnych dni w bardzo ciekawym rejonie Karkonoszy. Za to wszystko DZIĘKUJEMY. Ofiarodawcom zaś i Dobrodziejom dedykujemy słowa Michela Quoista: „Nikt nie jest aż tak biedny, aby nie móc podarować uśmiechu, ani na tyle bogaty, aby go nie przyjąć”.

zim7

Napisany w wycieczki | 3 komentarze »